Parafia Prawosławna św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie

Pouczenia cz.1

Z księgi Лествица czyli Drabina do Nieba

Błogosławionego ojca naszego Jana, Przełożonego wspólnoty mniszej na Górze Synajskiej

SŁOWO PIERWSZE
O wyrzeczeniu się życia świeckiego


1. Spośród wszelakich, stworzonych przez łaskawego, najłaskawszego i wszechłaskawego Boga naszego i Króla (jako że słowo do sług Bożych od imienia Bożego rozpoczynać się godzi), rozumnych i obdarzonych cnotą władania swymi duszą i ciałem istot, jedni są przyjaciele Jego, owi – słudzy niefałszywi, inni – słudzy niegodni, inni zaś całkiem Mu obcy, jeszcze inni wreszcie – choć w niemocy, aliści przeciwią Mu się. A przyjaciele Jego – jak to my, z naszym skąpym umysłem, o, ojcze świątobliwy, zgadywać możemy – to prawdziwie mądre i bezcielesne istoty,  które Go otaczają; a słudzy Jego niefałszywi – to wszyscy ci, którzy, nie ociągając się i w trudzie nie słabnąc, spełniają Jego wolę, zaś niegodni – ci, którzy choć dostąpili chrztu, lecz ślubów, przy nim złożonych, jak się należy, nie dochowali. Pod imieniem obcych Bogu i wrogów Jego należy rozumieć niewierzących albo fałszywie  wierzących (heretyków); przeciwnicy zaś Boga to ci, co nie tylko przykazań Bożych sami nie uznali i odrzucili, ale i wielce się zasadzają przeciwko tym, którzy owych przestrzegają.

2. Każdy z ukazanych stanów wymaga słowa  osobnego i stosownego, aczkolwiek dla nas, nieuczonych, w przypadku owym nie jest pożytecznym wykładać to obszernie. Natomiast śpieszmy spełnić teraz nakaz  niefałszywych sług Bożych, którzy pobożnie nas nakłonili  i wiarą swą  przekonali; w nienagannym posłuszeństwie wyciągnijmy niegodną naszą dłoń i biorąc z ich mądrości pióro słowa,  zanurzmy je w ciemnej na pozór, a przecie świetlistej barwie pokory; i na gładkich a czystych sercach ich, niczym na pergaminie jakim, czy raczej na tablicach ich ducha, pocznijmy kreślić słowa Boskie, czy też Boskie ziarna, dając im taki oto początek:

3. Dla wszelakiego, obdarzonego wolną wolą, Bóg jest i życiem i zbawieniem: dla wszystkich – czy to wierzących, czy niewierzących, sprawiedliwych i niesprawiedliwych, dla prawych i nieprawych, wyzbytych namiętności i targanych namiętnościami, mnichów i świeckich, mędrców i prostaczków, zdrowych i złożonych niemocą, młodych i starców; jako że wszyscy oni jednako, bez wyjątku, korzystają ze strumieni światłości, blasku słońca i poruszeń powietrza; albowiem nie masz względu na osoby u Boga (Rz, 2; 11).

4. Niewierzący – to stworzenie myślące i śmiertelne, naumyślnie oddalające się od życia owego Boskiego, a zaś o Stwórcy swym przedwiecznym jako o niebyłym mniemające. Występny – to ten, kto prawa Boże zachowuje podług swego niecnego umysłu i umyśliwa  wiarę w Boga pogodzić z herezją  przeciwną wierze. Chrześcijaninem ów zaś jest, kto – na ile to dla człowieka możliwe – naśladuje Chrystusa słowami, czynami i zamysłami, sprawiedliwie i bezgrzesznie wyznając Trójcę Świętą. Miłującym Boga jest ten, który posługuje się tym, co przyrodzone mu a bezgrzeszne,  wedle zaś sił swoich, stara się czynić dobro. Wstrzemięźliwy – jest ten, który pośród pokus, sideł i plotek –  z całych sił swoich wszystko czyni, aby naśladować obyczaj wolnych od owego pokuszenia. Mnichem jest – ten, kto pozostając obłóczonym w materialne i  doczesne ciało, podobnym się staje swym  życiem i kondycją swą do istot bezcielesnych. Mnichem jest ten,, kto trzyma się Bożych tylko  słów i przykazań we wszelkim czasie i miejscu, i sprawie. Mnich – to wieczne poskramianie własnej natury i nieustające strzeżenie zmysłów. Mnichem ten jest, kto cierpiąc i bolejąc na duszy, zawsze pamięta i rozmyśla o śmierci – i we śnie, i na jawie. Wyrzeczenie się zaś świata to dobrowolna wzgarda dla rzeczy materialnych, które świat tak wychwala, i odrzucenie natury dla zyskania tych dóbr, które wyżej stoją, niźli natura cała.

5. Wszyscy, którzy z gorliwością pozostawili sprawy tego świata, bez wątpienia uczynili tak bądź to gwoli mającego nadejść Królestwa, bądź z powodu mnogości grzechów swych, bądź też z miłości do Boga. Jeśli zaś nie mieli oni żadnego z owych powodów, to oddalenie się ich od świata było nierozsądne. Wszelako dobry nasz Wspomożyciel mężnych miał będzie baczenie na owoce ich dążeń.

6. Kto odszedł od świata, aby uwolnić  się od brzemienia grzechów swych, niechaj naśladuje tych, którzy za miastem siadają nad grobami, i niechaj nie ustaje wylewać ciepłe łzy i gorące, i niechaj nie tłumi bezgłośnych łkań serca swego, dopóki sam nie ujrzy Jezusa, który zbliża się i zrzuca mu z serca głaz zatwardziałości, i umysł nasz, jako Łazarza z więzów grzechu wyswobadza i rozkazuje sługom swym, aniołom: Uwolnijcie go od cierpień i puśćcie, aby szedł (J 11 44) ku błogosławionej cichości serca. Α jeśli nie tak  – to [oddalając się od świata] nie uzyska pożytku nijakiego.

7. Skoro pragniemy wyjść z Egiptu i ujść faraonowi, to czujemy przecież bezwzględną potrzebę posiadania jakowegoś Mojżesza, to znaczy naszego do Boga i u Boga wysłannika, który stojąc pośrodku – pomiędzy działaniem a baczeniem uważnym – wznosiłby ręce ku Bogu za nas, byśmy, poprowadzeni przez niego, przeprawili się przez morze  grzechu i pokonali Amaleka namiętności. Tak więc oszukali się ci, którzy, pokładając ufność swą w sobie samych,  uznali, że nijakiego przywódcy nie potrzebują; albowiem wychodźcy z Egiptu za nauczyciela mieli Mojżesza, uchodźcy zaś z Sodomy – Anioła. I jedni spośród nich – mianowicie wychodźcy z Egiptu – przypominają tych, którzy z pomocą lekarzy swe duchowe cierpienia leczą, zaś drudzy przypominają tych, którzy pragną zewlec z siebie brudy przeklętego ciała; dlatego też potrzebują za pomocnika Anioła – to znaczy równego aniołom męża; jakoż bowiem do ran gnijących potrzeba już nam lekarza przemyślnego wielce.

8. Takowym, którzy zapragnęli wraz ze swym ciałem wstąpić na niebiosa, zaiste potrzebne jest całkowite zubożenie i bezustanne frasunki, osobliwie zaś w samym początku oddalenia, dopóki żądny rozkoszy obyczaj nasz i nieczułe serce płaczem niekłamanym nie przekształcą się w miłość do Boga i czystość. Albowiem trud, po prawdzie trud i  wielka utajona zgryzota są nieuniknione w tym wysiłku ducha, szczególnie dla niedbałych, aż umysł nasz, ów pies zaciekły i rozpustny, – poprzez prostotę, głęboką wyrozumiałość  i staranie, nie stanie się cnotliwym i baczącym na roztropność. Zresztą, możemy być spokojni – my, nękani przez namiętności i tracący siły; niemoc naszą i duchową bezsiłę z niezachwianą wiarą, niczym prawicą, ukazując i wyznając Chrystusowi, zaiste uzyskamy pomoc Jego, przewyższającą nawet to, czegośmy godni, jeśli tylko zawsze będziemy w głębię pokory zstępowali.

9. Wszyscy, którzy podejmują ów cnotliwy wysiłek, tak twardy i krępujący, a jednocześnie tak lekki, muszą wiedzieć, że przyszli, aby rzucić się w ogień, jeżeli pragną, by w nich wstąpił ogień niewidzialny [niematerialny]. Toteż każdy niechaj pokusi się o to, a już potem tego chleba mniszego, który z gorzkim jest zielem, niech weźmie i je, i  z kielicha tego, który jest ze łzami, niech pije: aby potępienia sobie nie wywalczył. Jeśli bowiem nie każdy, kto został ochrzczony, zbawionym będzie, to... Zamilczę, by nie powiedzieć więcej.

10.Ci,  którzy zatem podejmą ów wysiłek, winni wyrzec się wszystkiego, wszystkim wzgardzić, wszystko wyśmiać, wszystko odrzucić, aby móc zbudować sobie mocne podwaliny. Zaś dobrą podstawę – trójczłonową czy też trójkolumnową –  stanowią łagodność, post i czystość. Wszystkie dzieciątka w Chrystusie niechaj zaczynają od tych cnót, za wzór biorąc człowiecze dzieciątka, w których nie masz nigdy ni chciwości bezdennej, ni trzewi nienasyconych, ni też pożądliwości cielesnej; ta bowiem pojawia się dopiero potem,  z wiekiem, i może powstawać z nadmiaru posiłków.

11. Zaiste, godne to pożałowania i  naganne, kiedy to człowiek, który podjął się zmagań, gdy tylko przystąpił do walki – natychmiast słabnie, wykazując  od razu  nieomylny znak  nadciągającej  swojej  porażki.   Z mocnego poczynania będzie dla nas na pewno pożytek, nawet gdybyśmy potem osłabli; bowiem dusza, która wcześniej była mężną, nawet osłabłszy, przez wspomnienie niegdysiejszego zapału, jako  przez ostrogę jakowąś bywa pobudzana, toteż wielu nie jeden raz podźwignęło się takim sposobem [ze słabości swej].

12.Kiedy dusza, sprzeniewierzając się sobie samej, zatraci błogosławione i upragnione ciepło, niech wówczas  zbada rzetelnie, z jakiejże to je utraciła przyczyny: i na tę właśnie przyczynę niech zwróci cały swój trud i całe staranie, bowiem owo dawne ciepło inaczej powrócić nie może, jak tylko przez te same drzwi, którymi odeszło.

13. Kto wyrzekł się świata, podobny jest do kadzidła, które z początku wydaje aromatyczną woń, a kończy się na dymie. Ten, kto pozostawił świat w oczekiwaniu jakiejś zapłaty, podobny – do kamienia młyńskiego, który zawsze jednakowo się obraca; natomiast ten, kto porzucił świat z miłości do Boga już na samym początku uzyskuje płomień, który, będąc wrzuconym w materię, niechybnie wznieci silny pożar.

14. Co niektórzy układają w budowli cegłę nad kamieniem; inni wbili słupy w ziemię; jeszcze inni, przebywszy nieznaczną część drogi i  po rozgrzaniu muskułów i kończyn kroczyli potem szybciej. Kto ma rozumieć, niech rozumie, co  znaczą owe zagadkowe słowa

15. Jako powołani przez Boga i Króla naszego co żywo ruszajmy w drogę, ażebyśmy, niedługo przebywając na tej ziemi, w dniu śmierci naszej nie okazali się bezużyteczni i nie skonali z głodu. Posłużymy Bogu, tak jak rycerze królowi swemu służą; albowiem przyjmując godność  takową, ponosić zaczynamy surową odpowiedzialność za pełnioną służbę.  Bójmy się Boga chociażby tak, jak boimy się zwierząt; widywałem bowiem ludzi, którzy idąc kraść, Boga się nie bali, ale usłyszawszy tam psów ujadanie, niezwłocznie zawrócili, i czego nie sprawiła bojaźń Boża, to sprawić zdołał strach przed zwierzęciem. Kochajmy Pana naszego choćby tak, jak kochamy i poważamy przyjaciół swych: widywałem bowiem niejeden raz ludzi, którzy obraziwszy Boga, nic się tym nie frasowali; ale ci sami ludzie, gdy jakowymś drobiazgiem zasmucili swoich przyjaciół, używali całej swej sztuki i wymyślali najrozmaitsze sposoby, aby wyrazić swój żal   i skruchę,  osobiście i przez inne osoby, przyjaciół czy krewniaków, przepraszali i posyłali podarunki tym, których urazili, aby tylko przywrócić sobie uprzednią ich miłość.

16. U samych początków ascezy, bez wątpienia, nie bez trudu, przymuszania się i zgryzoty, spełniamy dobre uczynki; gdy się nam udaje, przestajemy ową  zgryzotę odczuwać, albo odczuwamy ją mało; kiedy zaś wreszcie cielesne zadufanie będzie już pokonane i okiełznane przez pilność naszą, wówczas dokonujemy ich ze wszech miar radośnie i chętnie, z żarliwością i zapałem iskry Bożej.

17. Jakże godni są  podziwu ci, którzy już od samego początku z radością jeno i zapałem wypełniają przykazania; tyleż samo godni pożałowania są ci, którym, choć długo już w pustelniczym terminowaniu pozostają, ciężko przychodzi dokonywać dobrych uczynków, jakkolwiek przecież dokonują ich.

18. Nie będziemy potępiać ani lekceważyć również odchodzenia do życia mniszego ze względu na okoliczności; widziałem bowiem i takich ludzi, którzy ulękli się i porzucili drużyny swoje, aliści napotkawszy niespodzianie swego króla, porzucili zamiary swoje i ruszyli jego śladem, a wstępując doń na komnaty, zasiadali u jego boku do wieczerzy. Widziałem też  i to, jak nasionko, co jakimś trafem spadło na ziemię, dało bogaty i piękny owoc, aczkolwiek niekiedy i zgoła inaczej z tym bywa.
Innego razu widziałem też człowieka, który przyszedł do lecznicy nie po to bynajmniej, by się leczyć, lecz gwoli innej jakowejś sprawy; wszelako, przygarnięty i zachęcony przez życzliwość lekarza, uwolnił się od mroku, który leżał na jego źrenicach. Przeto dla niektórych, jak widać, to, co niezamierzone, bywa pewniejsze i skuteczniejsze, niż dla innych to, co zamierzone.

19. Nikt nie powinien, pomnąc na ciężar i bezmiar grzechów swoich, mienić się niegodnym ślubów zakonnych, i, gwoli uciech ziemskich, niby to osądzać siebie, lubo dla grzechów wymyślając sobie usprawiedliwienia (Ps.140,4): bowiem gdzie ran ropiejących wiele, tam silne leczenie potrzebne, które oczyściłoby skażenie; a zaś przecie zdrowych do szpitala [na leczenie] nie biorą.

20. Jeśliby  ziemski król wezwał nas i zapragnął co żywo mieć nas u siebie, byśmy przy nim służbę pełnili, to nie zwlekalibyśmy wówczas, nie szukali usprawiedliwień, lecz porzuciwszy wszystko, z gorliwością pośpieszylibyśmy doń co żywo. Uważajmy więc, abyśmy  nie wymawiali się przez lenistwo swe i opieszałość, kiedy to Król nad króle,  Pan nad  pany i Bóg nad bogi przyzywa nas do niebiańskiej owej służby, zaś potem nie stali przerażeni i na wielkim Jego sądzie bezradni. Chodzić może nawet ten, kto spętany jest więzami  spraw codziennych i starań, acz niesprawnie; jakoż to chodzić mogą często nawet ci, którzy mają żelazne na nogach okowy: ci jednak wielekroć od tego potykają się i kaleczą. Człowiek bezżenny, własnymi jedynie obowiązkami przywiązany do świata, podobny jest do tego, kto ma okowy tylko na rękach; dlatego właśnie, kiedy może, gdy chce, bez ograniczenia przystąpić do życia zakonnego; żonaty zaś podobny jest do mającego okowy i na rękach, i na nogach.

21. Pewni ludzie, prowadzący życie beztroskie w świeckim otoczeniu, zapytali mnie tymi słowy: „Jakże to my, żyjąc ze swymi żonami i wiążąc się  ziemskimi troskami,  możemy brać przykład z życia mniszego?” Odpowiedziałem im: „Wszystko, co możecie czynić dobrego, czyńcie; nikomu nie czyńcie wyrzutów, nie kradnijcie, nikogo nie okłamujcie,  przed nikim nie wywyższajcie się, nie miejcie w do nikogo w sercach swych nienawiści, nie opuszczajcie zgromadzeń w świątyni, dla potrzebującego bądźcie miłosierni, nikogo nie gorszcie, nie sięgajcie po cudze i zadowolcie się urokami żon waszych. Jeśli tak będziecie postępować, to nie będzie wam daleko do Królestwa Niebieskiego.

22. Z  radością i bojaźnią Bożą do dobrego owego czynu przystąpmy; nie ulękniemy się wrogów naszych, jako że ci spoglądają na oblicze duszy naszej, acz sami są niewidoczni; zaś kiedy dostrzegą, że odmienione jest ono od lęku, wówczas ci podstępni jeszcze zacieklej zasadzają się na nas, widząc, żeśmy się wystraszyli. Takoż więc wystąpmy przeciwko nim śmiało, bowiem z mężnym wojownikiem nikt walczyć się nie ośmieli.

23. Pan nasz, przez specjalną opatrzność Swoją łagodzi wyzwania stojące przed nowicjuszem, aby już na samym początku nie powrócił do [spraw] tego świata. Tak więc radujcie się  nieustannie  w Panu, wszyscy słudzy Boży, widząc w tym pierwszy znak miłości Pańskiej do was, i tego, że to On sam was powołał. Wiemy zresztą, iż Bóg częstokroć postępuje w sposób zgoła inny; kiedy  bowiem widzi On dusze mężną, to od samego początku  zsyła na nią pokusy, pragnąc ją rychło ukoronować. Ale przed żyjącymi życiem świeckim   zataił Pan niedogodności – czy może sprawiedliwiej rzec – dogodności owego szlaku gdyby bowiem je znali,  to żaden  z nich wyrzekłby się życia świeckiego.

24.  Z zapałem zanoś Chrystusowi wyrzeczenia młodości swojej, a nacieszysz się w wieku podeszłym skarbem, jakim jest uwolnienie od namiętności,  jako że człowieka steranego starością żywi i cieszy to, co uzbierał w młodości.  Młodzieńcy! Potrudźmy się żarliwie, podążmy roztropnie;  o śmierci bowiem nie wiemy, [kiedy przyjdzie]. Wrogów mamy przewrotnych i przepełnionych złością, bezlitosnych, przebiegłych, dzierżących żagiew w ręku i pragnących  spalić przybytek Boży tymże samym płomieniem, który w nich samych jest, wrogów silnych i czujnych, co i oka nie zmrużą, przy tym zaś bezcielesnych i niewidzialnych. A zatem nikt spośród młodych nie może dawać posłuchu biesów złowrogich, gdy te naszeptują mu: ”Nie wycieńczaj ciała twego, byś nie popadł w chorobę i nie osłabł”. Bowiem rzadko znajdzie się teraz ktokolwiek, osobliwie w pokoleniu dzisiejszym kto by zdecydował się umartwiać swoje ciało, choć ten i ów odmawia sobie obfitych i smakowitych potraw; zamiarem biesów w tym przypadku jest uczynić sam wysiłek nasz już u samego początku słabym i niedbałym, zaś potem i koniec jego takim, jak ów początek.

25.Pragnący służyć zaiste Chrystusowi przede wszystkim niechaj dołożą starań, aby, przy pomocy przewodników duchowych i przez własne rozstrzygnięcie, obrać sobie właściwe miejsce i tryb życia, odpowiednie drogi i nauki: bo nie dla każdego bynajmniej z pożytkiem jest życie we wspólnocie, z powodu gniewu; każdy jednak powinien wziąć pod rozwagę, która droga odpowiadać będzie jego przymiotom.

26. Całe życie mnisze zawiera się w trzech głównych porządkach  i rodzajach czynów:  w ascetycznym odosobnieniu i pustelnictwie; albo w tym, że przebywa się w milczącej wspólnocie z jednym, a co najwyżej dwoma [towarzyszami], wreszcie, –  w tym, że cierpliwie przyjmuje się rygory życia klasztornego.  Nie ustępuj – powiada Eklezjastes – na prawo, ani na lewo (Przyp 4 27), a drogą idź królewską. Pośredni ów sposób życia dla wielu jest stosowny. Albowiem, jak tenże sam powiada Eklezjastes:  – Biada samemu! Bo jeśli upadnie, –  popadnie w zwątpienie, w zobojętnienie czy gnuśność, nie ma, kto by go podniósł (Kaznodz. Salomona 4 10). Zaś – gdzie są dwa abo trzej zgromadzeni w imię Moje, tamem jest w pośrzodku ich – jak powiada nasz Pan (Mat 18 20).

27.Któż to zatem jest mnich wierny i rozumny?... – Ten, kto zapał swój zachował niegasnącym, i aż do kresu  życia nie zaprzestawał, dzień w dzień, podsycać ogień ów, dokładając ogień do ognia,  gorliwość do gorliwości,  rzetelność do rzetelności, a zapał do zapału.

Stopień pierwszy. Kto nań wstąpił, niech nie odwraca się za siebie.


Błogosławionego ojca naszego Jana, Przełożonego wspólnoty mniszej na Górze Synajskiej SŁOWO DRUGIE O beznamiętności, czyli o porzuceniu frasunków i o świecie tym zatroskania

1.Kto prawdziwie umiłował Pana, kto praw­dziwie pragnie i poszukuje przyszłego Kró­lestwa, kto czuje niekłamany żal za grzechy swoje, kto zaprawdę przeżywał pamięć o mękach wiecz­nych i strasznym sądzie ostatecznym, kto prawdzi­wie bojaźń czuje przed odejściem z tego świata, ten nie miłuje już niczego, co doczesne, nie zafrasuje się i nie zatroska ni o majątek, ni o dobytek, ni o rodzicieli swych, ni o chwałę tego świata, ni o braci, ni o przy-jacioły swoje, słowem, o nic, co ziemskie, lecz porzu­ciwszy wszystko, co ziemskie i wszelkie o to staranie, a jeszcze, nade wszystko, znienawidziwszy samo cia­ło swoje, nagi, a bez frasunku i lenistwa idzie w śla­dy Chrystusa, nieustannie spozierając na niebiosa i stamtąd wypatruje dla siebie wsparcia, wedle słowa świętego, jako to powiedział: Przylgnęła dusza moja do Ciebie (Ps. 62, 9) i wedle słów innego dostojnego mędrca, który rzecze: A ja nie strwożyłem się, Ciebie, Pasterza, naśladując, i dnia człowieczego nie żądałem (Jer 17,16).

2.Wstyd to wielki dla nas, którzyśmy porzucili .wszystko to, co tu opisane, otrzymawszy od samego Pana, a nie człowieka powołanie, troskać się o coś takiego, co nie może przynieść nam pożytku w godzinie wielkiej naszej potrzeby, czyli w godzinie, gdy przyjdzie nam oddać ducha. Oznacza to, jako Pan nasz rzecze, zawrócić wstecz i nie być przyjętym do Królestwa Niebieskiego. Pan nasz, znając ułomną chwiejność w nowych poczynaniach naszych, i to, że my, żyjąc i obcując ze ludźmi tego świata, łacno mo­żemy zawrócić ku światu - temu, kto mówił: Panie, dopuść mi pierwej iść i pogrześć ojca mego, powiada: Niechaj umarli grzebią swe umarłe (Łk 9,59-60).

3. Biesy, po wyrzeczeniu się przez nas życia .świeckiego, kuszą nas, byśmy dogadzali miło­ściwym i życzliwym ludziom tego świata, a siebie kar­cili jako tych, co wyzbyli się takowych cnót. Zamia­rem owych jednak wrogów naszych jest, aby poprzez fałszywą pokorę albo zawrócić nas ku temu światu, albo, jeślibyśmy pozostali w życiu pustelniczym, po­grążyć nas w rozpaczy. Co innego jest od wyniosło­ści swojej gnębić tych, co żyją w świecie, a co innego w odosobnieniu od nich, łajać ich, z tym zamysłem, aby uniknąć rozpaczy i żyć nadzieją zbawienia.

4. Usłyszmy zatem, co Pan nasz powiedział młodzieńcowi onemu, który, jako się zdawa­ło, spełnił wszystkie przykazania: Jednego-ć jeszcze nie dostawa: przedaj wszytko, co masz, a daj ubogim (Łk 9, 59-60); powinien był samego siebie uczynić ubogim, przyjmującym jałmużnę od innych.

5. Wszyscy, którzy pragniemy z żarliwym zapałem dokonywać wielkiego dzieła [ży­cia pustelniczego] rozważmy rzetelnie, jako to Pan nasz wszystkich pozostających w świecie tym [żyją­cych życiem świeckim], a przy tym żywych, nazwał martwymi, powiadając onemu: pozostaw martwym - czyli ludziom świeckim, umarłym w marności ziem­skiej - grzebanie martwych w ciele (Łk 9, 60). Bogac­two ani trochę owemu młodzieńcowi nie było prze­szkodą w przystąpieniu do chrztu. Otóż próżno nie­którzy myślą, że Pan nasz, bacząc na chrzest jego, nakazał mu sprzedać bogactwo. Tego świadectwa Chrystusowego dość niechaj będzie dla całkowitego upewnienia nas co do najwyższej chwały, jaką niesie za sobą godność mnicha.

6. Należy się zbadać, dlaczego żyjący życiem świeckim, choć odbywający czuwania, po­sty i umartwienia, gdy po odejściu od tego świa­ta wstąpią w życie zakonne, jako w dziedzinę próby i w pole zmagań szlachetnych, nie podejmują już swego uprzedniego wysiłku, fałszywego a nieszcze­rego. Widywałem jakże często rozmaite krzewy cnót wszelakich, zasadzane przez ludzi świeckich i jako­by przez podziemne kanały nieczystości, podlewa­ne pychą, spulchniane samochwalstwem i nawożone mierzwą pochlebstw; te jednak rychło zmarniały, gdy je przesadzono na ziemię pustynną, dla ludzi tego świata nieprzystępną, wyzbytą cuchnącej wilgoci py­chy, jako że miłujące wilgoć krzewy w suchych i bez­wodnych miejscach wydawać owoców nie mogą.

7. Jeśli kto znienawidził świat, ten ustrzegł się .frasunku. Jeśli zaś kto zachował skłonność do czegokolwiek widzialnego, ten jeszcze frasunku się nie wyzbył; jakże bowiem nie frasować się, gdy stra­ciło się ulubiony przedmiot? Jakkolwiek we wszyst­kim winniśmy mieć wielką roztropność, to w tym względzie osobliwie musimy być rozważni. Widzia­łem w świecie wielu takich, którzy poprzez dbałość, troskanie się, czuwanie i ćwiczenia cielesne ustrzegli się od bezeceństw swego ciała, zaś przystąpiwszy do życia zakonnego i ubezpieczeni tu od wszystkiego, w sposób pożałowania godny cielesnymi występka­mi się hańbili.

8. Miejmy baczenie na to, abyśmy, chcąc podążyć ścieżką wąską i ciasną, nie błąkali się po szlaku rozległym szerokim. Na wąską ścieżkę na­prowadzi cię okiełznanie nienasyconych trzewi, ca­łonocne modły na stojąco, picie wody w umiarze, skąpe porcje chleba, oczyszczające przełykanie po­niżeń, przyjmowanie wymówek, drwin, obelg, wy­rzeczenie się własnej woli, znoszenie zniewag, cier­pienie, bez szemrania, wzgardy i ciężaru szykan. Kie­dy będziesz obrażany - cierp mężnie; gdy cię poma­wiają - nie oburzaj się; gdy lekceważą - nie gniewaj się, gdy potępiają - ukorz się. Błogosławieni, którzy kroczą ścieżkami pokazanego tu szlaku, albowiem ich jest Królestwo Niebieskie (Mt 5, 3-12).

9. Nikt nie wejdzie w chwale do przybytku Niebieskiego, jeśli nie dokona na początek trzech wyrzeczeń. Pierwsze jest wyrzeczenie się wszystkich rzeczy, i ludzi, i rodziców swoich; drugie jest wyrze­czenie się swojej woli, a trzecie - odrzucenie dumy, która postępuje za nałożeniem szaty zakonnej. Wynidźcie z pośrzodku ich i oddzielcie się, a nieczystego, co z tego świata, się nie dotykajcie, powia­da Pan (2 Kor 6,17). Albowiem czy kto z ludzi świec­kich dokonał jakichkolwiek cudów? Albo wskrzesił martwych? Albo wygnał z kogoś biesy? Nikt. Wszyst­ko to są zwycięskie zasługi mnichów i świat nie może owych zasług unieść sam; gdyby mógł - to po cóż było by życie zakonne i usunięcie się ze świata?

10. Kiedy biesy po naszym odejściu od świata poczną rozpalać nasze serce wspo­mnieniami o rodzicach i krewnych naszych, wówczas uzbrójmy się przeciwko nim w modlitwę i rozpło­mieńmy się pamięcią o wiecznym ogniu, aby wspo­mnieniem o takowym zagasić niewczesny ogień na­szego serca.

11.  Jeśli kto myśli, że nie ma przywiązania do jakiegoś kolwiek  przedmiotu, a pozbywszy się go, frasuje się w sercu swym, to całkowicie sam siebie łudzi.

12. Młodzi, mający skłonność do miłości cielesnej i dogadzania swym trzewiom, o ile zechcą przystąpić do życia mniszego, powinni przy­uczać się do niego ze wszelką roztropnością i uwagą, i skłaniać się do odsuwania się od wszelkiej rozkoszy i chytrości, aby to ostatnie nie było dla nich gorsze niż to pierwsze. Owa przystań bywa przyczyną zarówno zbawienia i nieszczęść: o czym wiedzą ci, co przepły­wają owo morze imaginowane. A żałosne to widowi­sko, kiedy uratowani z kipieli doznają utopienia w sa­mej owej przystani.

To szczebel wtóry .Kto kroczy, niechaj śpieszy, naśladując Lota, a nie żonę jego.


Błogosławionego ojca naszego Jana, Przeora na Górze Synajskiej SŁOWO trzecie O PIELGRZYMSTWIE, czyli O PORZUCENIU ŚWIATA TEGO


1. Powołanie pielgrzyma - to bezpowrotne pozostawienie wszystkiego, co na ojcowiźnie naszej jest dla nas przeszkodą w dążeniu do cnoty. Powoła­nie pielgrzyma - to skromność obyczaju, niepoznana mądrość, nieujawniana wiedza, zatajone życie, nie­widoczne zamiary, nieujawniane zamysły, pragnie­nie uniżenia, potrzeba trudu, to droga do Boskiego pożądania, to obfitość miłowania, wyrzeczenie się miłości własnej, to głębiny milczenia.

2. Na początku zazwyczaj, jak jakiś ogień niebiański, miłośników Pana niepokoi i przyzywa, mocno i nieustępliwie, myśl o tym, by oddalić się od swoich, za sprawą potrzeby ubóstwa i trudu, która do takowego oddalenia pociąga miłośników onego do­bra. Jednak, jak wielki i podziwu godny jest takowy szczytny wysiłek, tak samo i wielkiego rozważenia wymaga: nie każde bowiem powołanie pielgrzyma, podejmowane bez poczucia miary, jest dobrem.
3. Jeżeli wszelki prorok bez czci pozostaje we  własnej ojczyźnie, jak Pan nasz powiada, to uważać trzeba, aby porzucenie świata tego nie sta­ło się nam przyczyną pychy i wyniosłości. Bowiem pielgrzymstwo jest odłączeniem się od wszystkiego, z zamiarem, aby myśl swoją uczynić nieodłączną od Boga. Pielgrzym miłośnikiem jest i czyńcą nieustan­nego płaczu. Pielgrzymem ten jest, kto unika wszel­kiego przywiązania, jako do rodziny swej, tako i do obcych.

4. Podążając zatem ku życiu w odosobnieniu,  jako pielgrzym, nie spodziewaj się dusz miłują­cych pokój, jako że złoczyńca przychodzi niespodzia­nie. Wielu było takich, którzy, troszcząc się o zbawie­nie nie tylko siebie samych, lecz i innych - gnuśnych i niedbałych - sami z nimi zostali zgubieni, gdyż ogień żarliwości w nich po jakimś czasie wygasł. Czu­jąc zatem płomień, uciekaj; nie wiesz bowiem, kiedy ugaśnie, ciebie zaś w mroku pozostawi. Za zbawie­nie innych nie wszyscy odpowiedzialność ponosimy, bowiem powiada Boży apostoł: (Rz 14,12). I jeszcze: Przeto każdy z nas za się liczbę** da Bogu [...] Który tedy uczysz drugiego, siebie samego nie uczysz (Rz 2, 21). Jak gdyby mówił: czy wszyscy musimy troszczyć się o innych - nie wiem; ale o sobie samych we wszelaki sposób, owszem, troszczyć się musimy.

5. W życiu pielgrzymim wystrzegaj się błądzącego bez celu i pożądliwego biesa; albowiem życie pielgrzymie daje umysłowi podłoże do tego, by nas zwodził na pokuszenie.

6. Dobrą jest beznamiętność, a matką jej jest wyrzeczenie się świata. Kto się odsunął od wszyst­kiego gwoli Pana Boga, nie powinien już mieć jakiej­kolwiek więzi ze światem, bo mogłoby się okazać, że żyje w oddaleniu dla dogodzenia namiętnościom swoim.

7. Jeśliś odsunął się od świata, to już nie miej z nim  styczności; bowiem łacno namiętności powró­cić mogą.

8. Ewa wbrew swej woli wygnana jest z raju, pielgrzym zaś z dobrej woli opuszcza ojcowiznę swoją; tamta bowiem znowu zapragnęła by spożyć od drzewa nieposłuszeństwa, on zaś nieuchronnie doznałby nieszczęścia od krewniaków własnych.

9. Od tych miejsc, które dają ci sposobność do  upadku, umykaj, jak od batoga; bowiem jeśli zakazanego owocu nie widzimy, to i niezbyt mocno go pożądamy.

10. Niechaj się przed tobą nie ukryje również  inna chytrość i pokuszenie od wrogów nie­widzialnych: ci radzą nam, byśmy nie odłączali się od świeckich, wmawiając nam, że nagrodę wielką otrzy­mamy właśnie, gdy widząc płeć niewieścią, wstrze­mięźliwi pozostaniemy. Jednak nie należy im w tym ulegać, lecz czynić to, co przeciwne ich namowom.

11. Kiedy to na rok, czy na lat kilka, odłączymy I  się od bliskich swoich, osiągając niejaką po­bożność, albo wrażliwość, albo wstrzemięźliwość, to wówczas ziemskie pokusy, oblegając nas, skłaniają do powrotu w rodzinne strony, jakoby to gwoli naucza­nia, jako też przykładu i pożytku dla wielu, co to na­sze widzieli niegdyś złe uczynki; jeżeli zasię ponadto ubogaceni jesteśmy darem słowa i posiedliśmy choć trochę roztropności, to jakże mają doradzać nam, jako zbawcom dusz i nauczycielom, powrót do życia świeckiego - byśmy wszystko, tak skrzętnie uskła­dane w bezpiecznej przystani, niebacznie pogubili w odmętach? Przeto starajmy się naśladować Lota, a nie żonę jego; bowiem dusza, zawracając tam, skąd wyszła, upodobni się do soli, która moc swą straciła, nieruchomą się stając. Uciekaj z Egiptu i nie powra­caj -jako że serca, co ku niemu się obróciły, nie do­stąpiły oglądania Jeruzalem, czyli też ziemi bez cier­pień i namiętności. Jakkolwiek ci, którzy z początku, gwoli swojego duchowego dziecięctwa, pozostawili swoich i zdołali się oczyścić całkowicie, mogą z po­żytkiem do nich się wrócić, w tym zamiarze, aby, jako sami się zbawili, tak też zbawiać niektórych swoich bliźnich; Mojżesz, który oglądał Boga i przez same­go Boga posłany był na zbawienie plemienia swego, przecierpiał liczne w Egipcie próby, czyli życia świec­kiego zamroczenie.

12. Lepiej obrazić swych rodziców, niż samego  Pana, On to bowiem stworzył nas i zbawił; tamci zaś nierzadko gubili tych, których ukochali, skazując ich na wieczną mękę.

13. Pielgrzym - to ten, kto wszędzie z rozsądkiem żyje, jako cudzoziemiec pośród cu­dzoziemskiego narodu. Oddalamy się od naszych bliskich, czy miejsc, nie z nienawiści do nich (oby tak nigdy nie było!), lecz by uniknąć szkody, jakiej od nich możemy zaznać. Jak i we wszelkich innych dobrych poczynaniach, tak i tu nauczycielem naszym jest sam Chrystus; widzimy bowiem, że i On wielekroć razy opuszczał Swoich rodzicieli cielesnych, a kiedy co niektórzy powiadali: Oto matka Twoja i bracia Twoi przed domem Cię szukają (Mk 3, 32), dobry nasz Pan i Nauczyciel wyraził bez gniewu niechęć do nich, po­wiadając: matka Moja i bracia Moi to ci, którzy czynią wolę Ojca Mego, Który jest w niebiesiech (Mt 12,49).

14. Niechaj ojcem twoim ten będzie, kto może  i chce ponieść wraz z tobą trudy, aby zrzucić brzemię twoich grzechów, matką zaś wzruszenie, któ­re zdoła obmyć cię z nieczystości; bratem - ten, kto wraz z tobą w dążeniu ku wysokości stara się i trudzi. Za towarzyszkę życia obierz sobie pamięć o śmierci; umiłowanymi dziećmi niech ci będą westchnienia twego serca; sługą zaś niech będzie ci ciało twoje, a przyjaciół znajdź wśród mocy niebieskich, które w godzinę oddania ducha mogą ci być pożyteczne, gdy będziesz z nimi w przyjaźni. Ten jest naród (tzn. rodzina) szukających Pana (Ps 23,5).

15. Miłość do Boga ugasza miłość do rodziców, I kto zaś powie, że ma i jedną, i drugą, ten oszukuje sam siebie, jako że było powiedziane: Żaden nie może dwiema panom służyć (Mt 6,24).  Nie mnie­majcie - powiada Pan - żebym przyszedł puszczać po­kój na ziemię (Mt 10, 34), to znaczy, czynić pokój po­między rodzicami a ich synami i braćmi, pragnącymi Mi służyć, lecz wojnę i miecz - ażeby miłujących Boga oddzielić od miłujących sprawy ziemskie, materialne od niematerialnego (cielesne od duchowego), ludzi miłujących sławę oddzielić od ludzi pokornego serca; bowiem Pana naszego raduje podział i rozłąka, jaka bywa z miłość ku Niemu
.
16. Strzeż się, strzeż, by za przywiązanie do  umiłowanych przez ciebie krewnych nie stało ci się wszystko jak ogarnięte wodami, i byś nie zatracił się w potopie miłości do spraw ziemskich. Niech nie ugną cię łzy rodziców i przyjaciół, w prze­ciwnym razie będziesz płakać wiecznie. Kiedy krewni otoczą cię, jak pszczoły, czy raczej jak osy, opłakując cię, wówczas niezwłocznie zwróć oczy swej duszy na śmierć i na sprawy twoje, aby udało ci się zwalczyć jeden frasunek innym. Owi nasi, a może raczej nie nasi, przewrotnie obiecują zrobić dla nas wszystko, co się nam podoba; ich zamiarem jest jednak to, aby przeszkodzić naszemu dobremu przedsięwzięciu, a zaś potem już przyciągnąć nas do swoich własnych celów.

17. Porzucając życie świeckie, winniśmy szukać  dla swego zamieszkania tych miejsc, które nie dają sposobności do znajdowania łatwego po­cieszenia i zaspokojenia naszych ambicji, lecz miejsc skromnych. Jeśli nie - to znaczy, że kierują nami tylko namiętności.

18. Zatajaj świetność twego urodzenia i nie wywyższaj się dla swojego dostojeństwa, byś innym nie okazał się w słowach, a innym w czynach.

19. Nikt w takim stopniu nie poświęcił się powołaniu pielgrzymiemu, jak ów Wielki, któ­ry usłyszał: Wynijdź z ziemie twojej i od rodziny twojej, i z domu ojca twego (Rodź 12, 1) i posłany został do ziemi obcoplemiennej i barbarzyńskiej.

20. Bywa, iż Pan nasz wielce pochwala tego, kto  czyni się pielgrzymem na wzór onego Wiel­kiego; choć jednak chwała owa od Boga jest, to i ją tarczą pokory przysłonić lepiej.

21. Kiedy czarci, albo i ludzie chwalić nas będą  za posługę pielgrzyma, jako akt niebywałe­go jakowegoś poświęcenia, to wówczas pomyślmy o Tym, Który dla nas zstąpił na ziemię na podobień­stwo pątnika, a stwierdzimy, że zadośćuczynić za to i przez wieki nie zdołamy.

22. Przywiązanie do kogokolwiek spośród  krewnych czy postronnych jest nader szko­dliwe: to może nas nieopatrznie przyciągnąć do spraw tego świata i całkowicie ugasić płomień nasze­go zapału. Jak nie można jednym okiem spoglądać w niebo, a drugim na ziemię, tak samo nie może nie ulec duchowej katastrofie, ten, kto myślami i ciałem nie oddalił się całkowicie od wszystkich swoich krew­nych i niekrewnych.

23.  Dobry i ułożony charakter osiąga się wielkim trudem i wyrzeczeniami, natomiast w jednej chwili można utracić nawet wszystko to, co zdobyte było wysiłkiem tak wielkim. Bowiem - złe rozmowy psują dobre obyczaje (Kor 1 15, 33) - roz­mowy świeckie i nieprzystojne. Kto po wyparciu się świata obcuje z ludźmi świeckimi, czy choć koło nich przebywa, ten, bez wątpienia, albo ugrzęźnie w ich sprawach i sidłach, albo też zbezcześci swe serce sa­mymi myślami o takowych; a gdyby nawet i tym się nie zbrukał, to zbruka go już samo osądzanie zbrukanych.

To szczebel trzeci, równy w liczbie Trójcy Świę­tej. Kto nań wstąpił, niechaj nie ogląda się ani napra­wo, ani na lewo (Pp 5, 32). Dalej (wersety 24-28) - dygresyjne rozważanie O snach, jakie miewają nowicjusze, które tu opuszczamy.

 

Błogosławionego ojca naszego Jana, Przeora na Górze Synajskiej SŁOWO czwarte O błogosławionym i poszanowania god­nym życiu mniszym

1. Wedle porządku, należy się słowo teraz rzec  o ascetach i męczennikach Chrystusowych, jako bowiem owoc wszelki poprzedzony jest przez kwiat, tak wszelkie życie mnisze poprzedzone jest przez od­rzucenie świata tego - czy to ciałem, czyli też wolą. Poprzez obie te cnoty - porzucenie świata i wyrzecze­nie się woli własnej - chwalebne [prepodobnoje] życie mnisze, wznosi się, niczym na złotych skrzydłach, na niebiosa; i być może właśnie skrzydła takie mąż na­tchniony opiewał: Kto mi da skrzydła jako gołębice, a będę latał w staraniu swym i odpoczywał (Ps 54, 7) w baczeniu i pokorze.

2. Nie zaniechajmy wszakże w owym naszym słowie objaśnienia samego obrazu zmagań onych wojowników mężnych: jak to dzierżą oni tarczę ufno­ści w Boga i swego nauczyciela, odbijając nią wszelkie zakusy niedowiarstwa i zbaczania (na inny szlak); ato­li zawsze wznosząc oręż ducha, zgładzają nim wszel­ką wolę własną, ich nachodzącą, a będąc odzianymi w żelazną zbroję łagodności i cierpliwości, odpie­rają nią wszelkie obrażenia i napaści, takoż i strzały wszelakie; mają oni i szyszak zbawczy - modlitewną osłonę nauczyciela swego; nie stoją na stopach swych w złączeniu, lecz jedną wystawiają ku służbie, druga zaś niezłomnie ku modlitwie stoi.

3. Życie mnisze jest to całkowite zrzeczenie się  posiadania własnej duszy, działaniem cielesnym zaświadczane; albo też przeciwnie - życie mnisze jest umartwieniem członków cielesnych przy umyśle żyją­cym. Życie mnisze jest to działanie bez jakowejś pró­by, dobrowolna śmierć, życie wyzbyte ciekawości, bez frasunku w nieszczęściu, usprawiedliwienie się przed Bogiem nieumyślne, nie lękanie się śmierci, żeglowa­nie śmiałe, podróż uśpionych. Życie mnisze to grób woli własnej i zmartwychwstanie pokory... Mnich, ni­czym martwy, nie przeciwi się i nie rozsądza - czy to chodzi o rzecz dobrą, czy o jakoby nic wartą; za wszystko bowiem odpowiadać winien ten, który po­bożnie uśmiercił duszę jego. Życie mnisze jest porzu­ceniem rozsądzania, nawet pomimo rozsądku takowe­go obfitości.

4. Początek umartwienia, czy to duchowej woli, czy członków cielesnych, bywa żałosny; środek niekiedy bywa godny pożałowania, a kiedy indziej nie ma nic w nim żałosnego; przy końcu zaś nie bywa już żadnego poczucia ani wzbudzania żałości. W żalu zaś i boleści serdecznej przebywa ten błogosławiony a żywy nieboszczyk wówczas, kiedy obaczy, że to własną spełnia wolę; przeraża go bowiem brzemię własnego potępienia.

5. O, wy, którzyście postanowili podążyć szlakiem owego wewnętrznego wyznawania chwa­ły Bożej, którzy chcecie wziąć na kark swój jarzmo Chrystusowe; którzy pragniecie przenieść brzemię wasze na barki innego; którzy usiłujecie dobrowolnie oddać się w niewolę, by zamiast niej uzyskać prawdzi­wą wolność; którzy przepływacie ową otchłań wiel­ką, podtrzymywani przez innych rękami: wiedzcie, że odważyliście się pójść szlakiem krótkim, ale i okrut­nym, na którym można zboczyć tylko raz - wkracza­jąc na ścieżkę, która zowie się samowolą. Kto całko­wicie odrzucił samowolę, również w tym, co uznaje za dobre, uduchowione i miłe Bogu, ten już osiągnął cel, zanim jeszcze podjął swoje wysiłki ascetyczne, albowiem życie mnisze jest nieufaniem samemu sobie we wszystkim, co dobre, aż do końca życia naszego.

6. Kiedy to, w zamiarze i rozumności pokory, pragniemy ukorzyć się przed Panem i bez wahania zawierzyć zbawienie swoje innemu, to zanim jeszcze wkroczymy na tę drogę, a mamy choć trochę prze­zorności i rozsądku, powinniśmy przyjrzeć się żegla­rzowi temu, poddać go próbie, a nawet, by tak rzec, pokusie niejakiej, by się nam nie nadarzył w miejsce żeglarza najzwyklejszy wioślarz, czy zamiast lekarza - chory, zamiast beznamiętnego - człowiek targany namiętnościami, zamiast przystani - odmęt; słowem, byśmy przez to niechybnej zguby nie doznali. Atoli już po wstąpieniu na ów szlak bogobojności i posłuszeń­stwa nie powinniśmy już wcale poddawać próbom ani osądom w jakichkolwiek sprawach dobrego naszego nauczyciela i sędziego, choćbyśmy nawet - co możli­we jest - dostrzegli w nim, jako w człowieku, pewne małe grzechy. Bo jeśli tak nie będzie, to sami czyniąc z siebie sędziów, nijakiego pożytku z naszego posłu­szeństwa nie uzyskamy.

7. Ci, którzy mają pragnienie na zawsze zachować  zaufanie do swoich nauczycieli, muszą cnoty ich, niezatartymi i zapamiętanymi po wsze czasy, przecho­wywać w sercach swych, po to, ażeby wspomnienie onych zaparło usta diabłom, gdy zaczną pośród nas siać niewiarę wobec tamtych; dopokąd bowiem wiara kwitnie w sercu, dotąd także i ciało we wszelkiej po­słudze nadąża, zaś kto potknął się o kamień niewiary, ten już doznał upadku; wszakże bowiem cokolwiek nie jest z wiary, grzech jest (Rz 14, 23). Gdy zamysł twój skłania cię do tego, abyś na próbę wystawiał albo osądzał twojego nauczyciela - umykaj od takowego, niczym od rozpusty; nie dawaj wężowi owemu nija­kiej folgi, ni miejsca, ni furtki, ni dostępu, lecz mów tak do niego: „O, zwodzicielu! Toć nie ja nad mym nauczycielem, lecz on nade mną mu otrzymał władzę sądzenia; nie ja jemu, lecz on mnie jest sędzią!"

8. Ojcowie śpiewanie psalmów nazywają orężem, modlitwę - murem, niewinne i czyste łzy - umywalnią, zaś błogosławione życie mnisze nazwali wyznawaniem chwały Bożej, bez którego nikt spośród targanych namiętnościami nie ujrzy Pana.

9. Mnich sam na siebie wydaje sąd - dlatego, że  jeśli on całkowicie uległym jest gwoli chwały Bożej, to chociażby myślał, że posłuszeństwo jego nie jest całkowite, od sądu swego (tzn. od wyrzutów su­mienia) uwolniony zostaje; jeżeli jednak w czymkol­wiek swoją własną zaspokaja wolę, to chociaż będzie mu się wydawało, że jest posłuszny, sam nieść będzie swoje brzemię*). Ponadto, byłoby dobrze, gdyby na­uczyciel nie przestawał go strofować; jeśli zaś on za­milknie, to nie wiadomo już, co o tym jeszcze powie­dzieć można. W prostocie serca posłuszni, gwoli Pana Boga pomyślnie drogę swą prowadzą, nie ściągając na siebie knowań diabelskich swymi drobiazgowymi rozważaniami.

10. Przede wszystkim wyznajemy dobremu sędzi swemu występki nasze na osobności; gdy jednak rozkaże - to i przy wszystkich, bowiem wrzody i rany, które obejrzano, nie idą ku pogorsze­niu, lecz wyleczone zostają.

0 zbrodniarzu skruszonym [nawróconym]

11. Po przybyciu do pewnej wspólnoty, dane  mi było oglądać straszny sąd - prowadzo­ny przez dobrego sędziego i pasterza. Podczas mojej tam bytności przydarzyło się, iż przybył tam pewien zbójca, który wyraził pragnienie stania się mnichem. Znakomity ów pasterz zaś i lekarz polecił przez dni siedem pozostawić go w zupełnym spokoju, by korzy­stał z całkowitej swobody i tylko przyglądał się, jak urządzone jest życie w pustelni. Gdy upłynął siódmy dzień, pasterz przyzywa go do siebie i pyta na osob­ności, czy pragnie nadal żyć we wspólnocie z nimi. Widząc zaś, iż ten na wszystko z całą gotowością przystaje, zapytuje go, co też on takiego złego uczy­nił w życiu swym doczesnym. Zbójca nie zwlekając
i z największą gorliwością wyznał mu wszystkie grze­chy swoje. Wówczas to pasterz, wystawiając go na pró­bę, tak doń powiada: „Chcę, abyś wyjawił wszystko to przed całym zgromadzeniem braci". Ów zaś, prawdzi­wie znienawidziwszy grzech swój i nie zważając na cały swój wstyd, bez wahania obiecał spełnić to żąda­nie, mówiąc: „Jeśli chcesz, zrobię to choćby i pośrod­ku Aleksandrii!". Wówczas pasterz zebrał w świątyni wszystkie owieczki swe, a było ich trzydzieści troje, i w czasie sprawowania Świętej Liturgii - jako że było to w niedzielę - nakazał, aby wprowadzono owe­go skruszonego skazańca. Niektórzy spośród braci szarpali go i poszturchiwali; ręce miał skrępowane z tyłu, odziany był we włosiennicę, a głowa jego była obsypana popiołem, że już od samego widowiska tego wszyscy się przerazili i wybuchnęli płaczem; nikt bowiem nie wiedział, co się to dzieje. Po czym, gdy ten znalazł się [w pobliżu] już w samym wejściu do przybytku świętego, ów sędzia świątobliwy i miłości­wy zawoła doń głosem donośnym: „Zatrzymaj się, nie jesteś bowiem godzien wstąpić tutaj!" Rażony docho­dzącym z ołtarza doń głosem pasterza (jak nas potem wszystkich zapewnił, zdawało się jemu, że słyszy nie głos ludzki, a grom jakowyś z nieba), zbójca upadł na ziemię dygocząc i cały był przestrachem objęty. Gdy zaś upadłszy na ziemię, zrosił próg łzami swoimi, naówczas lekarz ów cudowny, który wszystkimi sposo­bami gotował mu zbawienie, takoż wzór zbawienia i rzeczywistej pokory ukazywał wszystkim [braciom], nakazał mu wobec zebranych opowiedzieć szczegóło­wo wszystkie nieprawości, jakich w życiu się dopuścił. Ten zaś ze skruchą żarliwą wyznał wszelkie okropne grzechy swoje, nie tylko cielesne, z natury i przeciw naturze popełnione z ludźmi i bestiami, ale też i czary, i zabójstwa, i inne straszne niegodziwości, o których zwyczajnie nie godzi się ani słuchać, ani też pisać. Za raz po tej spowiedzi pasterz nakazał mu postrzyżyny i przyjął go do bractwa.

12. Zadziwiony błogosławionego męża owego  mądrością umysłu, zapytałem go na osobno­ści: „Gwoli czego uciekłeś się do tak niezwyczajnego sposobu pokutowania za grzechy?..." - „Z dwóch po­wodów - odpowiada ten lekarz najprawdziwszy. - Po pierwsze, aby pokutującego powstydzeniem prawdzi­wym wybawić od grożącej mu przyszłości, co też się i stało, jako iż on, bracie Janie, dotąd nie podniósł się z progu, aż uzyskał przebaczenie za wszystkie swoje grzechy. I możesz nie wątpić: wszakże jeden z bra­ci naszych, obecnych przy tym, zapewniał mnie, że widział jakowegoś straszliwego męża, który trzymał zapisany arkusz papieru i laskę; a gdy tylko leżący wypowiadał kolejny swój grzech, to on laską ową go ćwiczył. I przecież sprawiedliwie: jakoż to Dawid po­wiada: Rzekłem: wyznam przeciwko sobie niesprawie­dliwość moją Panu, a Tyś odpuścił niezbożność grze­chu mojego [Ps 31, 5]. Po drugie - skoro pośród braci naszych są i tacy, którzy mają [na sumieniu] grzechy niewyznane, to ja poprzez przykład ten pragnąłem ich skłonić do wyznania takowych, bez którego nikt nie może uzyskać ich odpuszczenia [...].

0 Janie Sabaicie, czyli Antiochu

111. W onej, jak powiadano [w oryg. on powiadał], azjatyckiej pustelni, pewien [młodzieniec] pozostawał jako nowicjusz [syn ducho­wy] cichego, łagodnego, a milczącego mnicha. Ba­cząc wszakże, iż ów starzec go niejako wyróżnia czy pobłaża mu, sam rozsądził, że takowe względy mogą skutek mieć dla każdego opłakany, toteż uprosił star­ca, aby od siebie go oddalił; a że starzec miał innego poza nim ucznia, więc też oddalenie pierwszego nie było mu nad miarę dotkliwe. Oddaliwszy się takoż, mniszek ów, za wsparciem listownym od swego na­miestnika, osiedlił się w pewnej wspólnocie brackiej, położonej w Poncie. Pierwszej nocy po wstąpieniu w mury owego przybytku przyśniło się mu, że ludzie jakowiś okładają go okrutnie za długi, i że po zakoń­czeniu strasznego owego udręczenia był im nadal winien sto złotych lidrów. Przebudziwszy się ze snu, rozmyślał nad tym, co widział we śnie, i tak powia­da: „Sługo Boży Antiochu (bo takie imię był otrzy­mał), zaiste wciąż jesteś dłużny, i to wiele. Przeży­łeś w przybytku tym trzy lata, bez szemrania niosąc wszelkie posługi i będąc od wszystkich poniewierany i poniżany jako obcy przybysz (jako iż poza mną nie było tam żadnego cudzoziemskiego mnicha). Naówczas widzę we śnie znowu, że jakoby ktoś mi daje pokwitowanie zapłaty dziesięciu lidrów na poczet mego długu. Przebudziwszy się, pojąłem te wizje i rzekłem sobie: dopiero dziesięć?.. Ale kiedy ja to wszystko do końca spłacę?... Biedny Antiochu! Potrzebny ci jest jeszcze większy trud i jeszcze większe poniżenia!.. Od tego czasu zacząłem udawać obłąkanego, wcale nie pozostawiając mej posługi. Tamtejsi zaś nie nazbyt litościwi ojcowie, widząc mój dziwny stan, ale też po­przednią gorliwość, składali na moje barki wszystkie ciężkie wysiłki w przybytku owym. Przeżywszy tam lat trzynaście w takowych wysiłkach, znowu we śnie ujrzałem tych samych, co pierwej, że jakoby jeszcze raz przybyli, dając mi pisemne świadectwo, które cał­kowicie zwalniało mnie od troskania się o swój dług. Takoż, gdy ojcowie w przybytku owym czymkolwiek mi dokuczali, to wspominałem o swoim długu i znosi­łem wszystko mężnie". Mędrzec Jan opowiadał mi to wszystko tak, ojcze Janie [sic!], jakby mówił o kimś innym, postronnym, dla tego używał tu imienia Antiocha, mówiąc wszakże o sobie - toć to on bowiem był tym ascetą, który przez cierpliwość swą zniszczył zapis grzechów swoich.

113. Ci którzy pragną nabrać bojaźni Bożej, winni ze wszech miar wytężać siły swe, aby w owej szkole cnoty zamiast cnoty właśnie nie nabyli obłudy i złości, sprytu i podstępu, szalbierstwa i gniewu; bowiem tak się, owszem, zdarza, a nie na­leży się temu dziwić. Póki człowiek pozostaje prosta­kiem, posługaczem na statku, albo uprawia ziemię, to przeciwko niemu nie tak mocno wrogowie cesarza się zbroją. Kiedy zaś widzą, iż ten pieczęć cesarską i tarczę, wziął swój miecz, oręż i łuk, a przyodział się w strój rycerski, naówczas zgrzytają nań zębami i wszelkimi sposoby zamiarują zabić go. Tak więc czujności poniechać nie można.

114. Widziałem, owszem, jak łagodni i piękni młodzieńcy przychodzili do szkoły, by uczyć się mądrości, by się wykształcić i uzyskać ko­rzyść jakowąś; wszelako z powodu bycia we wspólno­cie z innymi, niczego się tam nie nauczyli, oprócz gru­bego obyczaju i grzechu. Kto ma rozsądek, ten może pojąć, co tu powiedziane zostało.

115. Nie jest możliwe, aby pilnie uczący się jakiegokolwiek rzemiosła, codziennie po­nosili porażki; aczkolwiek jedni pojmują tę porażkę, drudzy zaś nie zauważają jej, za specjalnym zrządze­niem Opatrzności. Dobry kupiec każdego wieczo­ra na pewno policzy zyski albo straty z całego dnia; wszakże nie może on tego dokładnie wiedzieć, jeśli tego wszystkiego nie będzie zapisywał, co godzinę, w księdze rachunkowej, jakoż to cogodzinne ćwicze­nie codziennie oświeca duszę.

116. Zaś nierozumny, gdy mu wymówki lub  wyrzuty czynią, obraża się i próbuje prze­czyć, lubo też niezwłocznie prosić o przebaczenie tego, kto błędy jego odsłania - nie przez pokorę, lecz tylko po to, aby zaprzestano przygan. Kiedy uderzają na cię przyganami i wyrzutami - ty milcz i znoś owe ducho­we przypiekania, czy, lepiej powiedzieć, płomyki czy­stości. Kiedy zaś twój lekarz duchowy przestanie cię oskarżać, wówczas ukorz się przed nim: bowiem w tej samej chwili pod działaniem gniewu może nie przyjąć twego pokajania.

117. Przebywający we wspólnocie powinni,  nawet na przekór wszystkim swoim na­miętnościom, i o każdej godzinie, bój podjąć, jednako­woż nade wszystko przeciwko dwóm rzeczom: prze­ciw rozpasaniu trzewi - i zapalczywości; jako to przy sporej liczbie braci już i tak wiele jest powodów dla takowych namiętności.

118. Przebywającym w stanie mniszym podsuwa diabeł dążenie do cnót, jakowe są dla nich nieosiągalne; w taki sam sposób żyjącym w milczeniu doradza to, czego czynić nie mogą. Gdy od­słonić umysł niedoświadczonych nowicjuszy, znajdzie się tam nieprzemyślane pragnienia: jak najsurowsze­go postu, nieprzerwanej modlitwy, absolutnego braku miłości własnej, nieustannego pamiętania o śmierci, wiecznego zachwytu i wzruszenia, najdoskonalszej łagodności, wyciszenia [...].

122. Rozpatrzmy teraz i rozważmy, kiedy powinniśmy z wdzięcznością i w milczeniu przyjmować od pasterza zarzuty, a kiedy tłumaczyć się przed nim. Wydaje mi się, że we wszystkich wy­padkach, kiedy cały wstyd winy spada na nas, powin­no się milczeć (jako iż jest to dobra pora dla duchowe­go postępu); kiedy jednak zarzut dotyczy [także] innej osoby, wówczas należy mówić w jej obronie, gwoli braterskiej miłości i niezmąconego spokoju.

123. Pożyteczność życia mniszego zapowiedzą wam ci, którzy od niego się oderwa­li; ci bowiem wówczas dopiero pojęli, na jakich stali niebiosach.

124. Kto dąży do życia wyzwolonego z namiętności, i w Bogu, ten będzie uważał za stracony każdy taki dzień, w którym nikt mu nic nie zarzucił. Niczym drzewa, kołysane wichrem, głę­boko zapuszczające korzenie, takoż i żyjący w stanie mniszym uzyskują mocne i niewzruszone dusze.

125. Kto żyjąc niczym niemowa, poznał swą   niemoc, i przyszedłszy [sic!], poświęcił się bez reszty życiu mniszemu, to choć był ślepy, bez trudu [przejrzał i] oczy na Chrystusa otworzył.

126. Bądźcie mężni, bracia zmagający się  z przeciwnościami, bądźcie mężni, po trzykroć bądźcie mężni! I nie ustawajcie w dążeniu naprzód, wsłuchując się we wskazania nieskończonej mądrości Boga, Który powiada o was: Pan, jako złota w piecu, próbował ich, i jako ofiarą całopalenie przyjął je [Mądrości 3, 6]. Jemu to chwała i królestwo wiecz­ne wraz z Ojcem Przedwiecznym i Duchem Świętym, któremu cześć oddajemy. Amen.

Szczebel ten równy jest liczbie Ewangelistów. Bądź mężny, bracie, który zmagasz się z przeciwnościami, w dążeniu naprzód nieustraszenie. Jak niegdyś Jan wyprzedził Piotra, tak i tu życie mnisze stoi przed po­kutą, bowiem ten, który poprzedził uczniów, był wzo­rem życia mniszego, ów zaś drugi -pokuty.


Dalszy ciąg pouczeń