Parafia Prawosławna św. Jana Klimaka na Woli w Warszawie

Pouczenia cz.2

Błogosławionego ojca naszego Jana Przeora na Górze Błogosławionego ojca naszego Jana Przeora na Górze Synajskiej SŁOWO piąte

O pomocnej i skutecznej pokucie, a także o życiu świętych pokutników oraz o ciemnicy

1. Pokuta jest to odnowienie chrztu. Pokuta - to przymierze z Bogiem dla poprawy życia. To nabycie pokory. To porzucenie na zawsze cielesnego zadowolenia. To chęć osądzenia siebie i troski o sie­bie, wolnej od trosk zewnętrznych. To córka nadziei i odrzucenie rozpaczy. Pokutujący - to niepohańbio-ny skazaniec. Pokuta to zawarcie przymierza z Panem poprzez spełnianie dobrych uczynków, jako przeci­wieństwo uprzednich grzechów. Pokuta to oczyszcze­nie sumienia. To dobrowolne znoszenie wszystkiego, co przykre. Pokutujący jest jak wynalazca kar dla sie­bie samego. Pokuta jest mocnym ściśnięciem trzewi i uciśnieniem duszy w głębokim jej odczuwaniu.

2. Zejdźcie się, wszyscy, którzyście obrazili naszego Pana, i przystąpcie do nas; przybądźcie i usłyszcie, co wam powiem; zgromadźcie się i zobacz­cie to, co Pan ukazał mnie, na pożytek i naukę duszy mojej. Uczcijmy i upamiętnijmy w tej mowie przede wszystkim opowieść o uniżonych, aczkolwiek god­nych poważania ascetach. Wszyscy, którzyśmy popa­dli w jakikolwiek niespodziewany grzech - usłyszmy, zachowajmy i uczyńmy to, czego się dowiedzieliśmy. Powstańcie i stójcie niezłomnie, choć byliście powale­ni przez upadek swój. Zważcie, bracia moi, na te moje słowa; nakłońcie uszu wszyscy, którzy nawróceniem prawdziwym Boga ze sobą pojednać pragniecie.

12. Widziałem tam [w pokutnej Ciemnicy] dusze tak dalece ukorzone, skruszone i tak przytłoczone ciężarem brzemienia grzechu, że mogły­by one i kamienie wzruszyć swymi słowami i woła­niami do Boga. „Wiemy to, - powiadali oni, przypa­dając do ziemi, - wiemy, że doprawdy godni jesteśmy wszelkich cierpień i męczarni, jako że nie możemy zadośćuczynić za mnogość win naszych, choćbyśmy i świat cały uprosili, by za nas łzy przelewał. O to tyl­ko prosimy, o to błagamy, wołamy o zmiłowanie: nie w zapalczywości Twej strofuj nas, ani w gniewie Two­im karz nas (Ps. 6,2), ani sądem Twym sprawiedliwym na męki posyłaj, jeno ze zmiłowaniem. Nam dostaje, Panie, uniknąć strasznego gniewu Twego i mąk tajem­nych, a niepojętych; zupełnego bowiem przebaczenia prosić nie śmiemy. Jakże byśmy śmieli, skoro­śmy ślubów swoich nie dochowali w czystości, lecz skalali je, wystawiwszy na próbę Twą mi­łość do ludzi i otrzymawszy przebaczenie win naszych?"

28. Skorośmy do jamy wpadli bezpowrotnie, to nie zdołamy wy­dostać się z niej, o ile nie zanurzymy się w bezmiarze skruchy pokutniczej.

29. Inna jest skrucha pokutujących, przepełniona żalem, inne są wyrzuty sumienia tych, którzy jeszcze trwają w grzechu, jeszcze inne jest błogosławiona i obfita skrucha, której, za osobliwym zrządzeniem Bożym, dostępują doskonali. Nie bę­dziemy próbowali nawet wyrazić sło­wami ów trzeci rodzaj skruchy, bowiem daremny byłby nasz wysiłek. Tamten zaś drugi polega na przyjmowaniu w nie­zmąconym spokoju wszelkich upokorzeń. Częstokroć stare przyzwyczajenia usidlają tych właśnie, którzy opłakują swoje grze­chy, i nie ma w tym nic dziwnego. Sens lo­sów ludzi i ich upadków jest dla nas niejasny, a umysł żaden go nie ogarnie: które to grzechy popełniamy z zaniedbania, które z dopustu Opatrzności, a które wreszcie - pozostawieni przez Boga. Zresztą - jak to ktoś dobrze powiedział - jeśli w grzech popadamy z dopustu Bożego, to rychło podnosimy się z upadku i odwracamy się od grzechu; bowiem Ten, Który doń dopuścił, nie pozwala, abyśmy na długo znajdowali się we władzy biesa rozpaczy. Jeśliśmy upadli, to naj­mocniej uzbroić się nam trzeba przeciwko tej władzy; bowiem ów bies, stając przed nami podczas modlitwy naszej i przypominając dawne nasze zuchwalstwo wo­bec Boga, oderwać chce nas od modlitwy.

30. Nie wpadaj przeto w przerażenie, choćbyś i co dnia upadał, a nie odstępuj od szlaku Bożego, lecz trwaj na nim mężnie, a bez wątpienia Anioł, który cię strzeże, twoją wytrwałość nagrodzi. Póki rana jeszcze świeża i gorąca, to łatwo się goi, zaś zastarzałe, zaniedbane i zapuszczone rany goją się

niełatwo; bowiem dla swego uleczenia potrzebują już wysiłku wielkiego, cięcia i przypalania. Niejedna rana za przyczyną zasklepienia nieuleczalną się staje; - ale u Boga wszystko możliwe (Mt 19, 26).

31. Przed upadkiem naszym biesy ukazują nam Boga jako miłującego ludzi, a zaś po upadku -jako bezlitosnego.

32. Po upadku twoim nie dawaj posłuchu temu, kto mówi ci o małych grzechach: „Ach, obyś tylko tamtych nie czynił, a te - cóż znaczą". Często bo­wiem małe nawet dary wielki gniew sędzi łagodziły.

33. Kto prawdziwie wysila się na drodze do swojego zbawienia, ten dzień każdy, w któ­rym by nie opłakiwał grzechów swych, za zmarno­wany uważa, choćby nawet tegoż dnia spełnił dobre jakoweś uczynki.

34. Nikt spośród tych, którzy by opłakiwali grzechy swoje, nie powinien oczekiwać, że od­chodząc z tego świata otrzyma powiadomienie iż zo­stało mu przebaczone. Niewiadome nie może być pod­stawą do wyrokowania: Sfolguj mi (powiadomieniem), abym się ochłodził pierwej, niżli odejdę (Ps 38, 14) - stąd bez powiadomienia. Gdzie Duch Pański, tam pę­kają okowy (2Kor 3, 17); gdzie skrucha najszczersza, tam też i pękają okowy; a kto zaś nie ma ani jednego, ani drugiego, niech nie łudzi się, bo pozostaje spętany.

35. Takim, co żyją w świecie tym i zgodnie z jego duchem, obce są owe powiadomienia, zwłaszcza zaś te pierwsze. Niektórzy, co prawda, spo­śród czyniących jałmużnę, poznają swój zysk takowy już przy odejściu z tego świata.

36. Kto płacze nad sobą, ten nie widzi, czy płacze ktoś inny, i czy nie znalazł się ów w upadku; toteż nie zacznie osądzać innych. Pies, gdy ukąszony przez zwierza, jeszcze srożej się na niego rozwścieczy, i z bólu, który czuje w ranie, bez ustanku na niego warczy.

37. Trzeba wsłuchiwać się w siebie, czy nie przestało sumienie nasze karcić nas - nie dla czystości naszej, lecz jakoby ze znużenia. Znakiem odpuszczenia grzechów jest to właśnie, iż człowiek siebie za dłużnika wobec Boga uważa.

38. Nic równać się nie może miłosierdziu Boże mu; nic od onego nie jest większe. Temuż, zdesperowany a rozpaczający sam siebie gubi. Oznaką sumiennej skruchy to jest, że człowiek uważa, że za­służył wszystkich swych wiadomych i niewiadomych zgryzot - a nawet jeszcze większych. Mojżesz, po tym, jak ujrzał Boga w krzewie gorejącym, ponownie wrócił do Egiptu, czy - w zmąceniu umysłu - do le­pienia cegieł, być może - wyimaginowanego faraona; lecz potem znów wspiął się do krzewu gorejącego, i nie tylko do krzewu gorejącego, ale i na Górę spotkania z Bogiem. Kto pojmuje tę opowieść, ten nigdy nie da się ponieść rozpaczy. Takoż w nędzę popadł wielki Hiob, wszelako potem znowu w dwójnasób się wzbogacił.

39. Ciężkie bywają upadki dla leniwych po wstąpieniu ich w stan mniszy: odbierają im nadzieję na beznamiętność, zaś każą im myśleć, że już samego podźwignięcia się z przepaści wystarczy, by uzyskać błogosławione uspokojenie. Pamiętajmy, że nigdy nie wracamy tą samą drogą, na której pobłądzi­liśmy, lecz inną, przy tym - najkrótszą.

40. Widziałem dwóch, na obraz jednaki i w jednakim czasie idącyc4h do Pana; j eden z nich, starszy, górował osiągnięciami; drugi zaś - uczeń, aczkolwiek wyścignął starca i pierwszy przyszedł do grobu skruchy (J 20, 4).

41. Wszyscy, a w szczególności ci, co doznali upadku, winni strzec się, by nie przypuścić ku sercu swemu błędu bezbożnego Orygenesa; bo­wiem szkaradna jego nauka, rozpowiadająca bez koń­ca o Bożym umiłowaniu człowieka, zbyt jest przyjem­na ludziom rozpasanym.

42. W rozmyślaniu moim — a łacniej jeszcze w poczuciu skruchy moim, - rozpali się ogień (Ps 38, 4)* modlitwy, spopielający materię grze­chu. Wzorem, przykładem, prawidłem i obrazem po­kuty niech będą tobie wspomniani tu wcześniej święci pokutnicy; i ty przez całe życie nie będziesz potrzebo­wał żadnej księgi, dopóki nie zalśni przed tobą Chry­stus, Syn Boży i Bóg, w zmartwychwstaniu pokuty prawdziwej. Amen.

Na piąty wspiąłeś się stopień, pokutując; pokutą pięć zmysłów oczyściłeś, a poprzez dobrowolne umę­czenie i udręczenie - uniknąłeś niedobrowolnego.

Synajskiej

SŁOWO SZÓSTE O pamiętaniu śmierci

1. Słowo wszelakie poprzedzane jest przez pomyślenie czegoś; pamiętanie zaś o śmierci i grze­chach poprzedza płacz i szlochy. Dla tej to przyczyny o nim po kolei mówić pora właśnie w tym naszym słowie.

2. Pamiętanie o śmierci to codzienna śmierć; i pamięć o odchodzeniu z tego świata jest każdogodzinnym jękiem.

3. Lękanie się śmierci jest właściwością ludzkiej natury, pochodzącą od nieposłuszeństwa; zaś drżenie z przyczyny pamiętania o śmierci oznaką jest nieodpokutowanych grzechów. Lęka się i Chrystus śmierci, lecz nie drży, jasno ukazując właściwości dwóch natur Swoich.

4. Jak chleb potrzebniejszy jest od wszelkiego inszego pokarmu, tak i rozmyślanie o śmier­ci potrzebniejsze od wszelkich innych poczynań. Pamiętanie o śmierci pobudza prowadzących życie mnisze do wysiłków i stałych uczynków pokutnych, a takoż do dobrotliwego znoszenia upokorzeń. Żyją­cych zaś w ślubach milczenia pamiętanie o śmierci prowadzi do porzucenia krzątaniny powszedniej, do nieustannej modlitwy i roztropności umysłu. Te same zresztą cnoty zarazem są matkami i córkami pamię­tania o śmierci.

5. Jak ołów od srebra się różni, choć i podobny jemu z wyglądu, tak i różnica pomiędzy natu­ralnym a przeciwnym naturze lękaniem się śmierci dla rozumnych jasna jest i sama przez się zrozumia­ła.

6. Znakiem prawdziwym, iż człowiek pamięta o śmierci całym czującym sercem, jest dobro­wolny brak przywiązania do jakiegokolwiek stworze­nia i całkowite wyrzeczenie się swojej woli.

7. Ten jest nad wszelką wątpliwość uzdolniony, kto dnia każdego oczekuje śmierci; zaś ten jest świętym, kto życzy jej sobie w każdej godzinie.

8. Nie każde życzenie sobie śmierci godne jest uznania. Niektórzy ludzie, których siła ich przy­zwyczajeń wciąga w grzech, pragną śmierci z poczucia pokory; inni nie chcą pokajać się i przyzywają śmierć z bezsilnej rozpaczy; inni znowu - nie lękają się jej, ponieważ w swej wyniosłości nad innymi uważają się za wolnych od pokus ziemskich; a bywają owszem i tacy (choć nie wiem, czy takowych w naszym czasie się znajdzie), którzy pod wpływem Ducha Świętego pragną swojego stąd odejścia.

9. Niektórzy dziwują się i powątpiewają: czemuż to Bóg nie obdarzył nas możnością przewidy­wania naszej śmierci, skoro rozmyślanie o niej tak jest dla nas dobroczynne? A nie wiedzą owi ludzie, że Bóg w cudowny sposób umożliwia przez to nasze zbawie­nie. Nikt bowiem, na długo wcześniej znając dzień swojej śmierci, nie spieszyłby się z przyjęciem chrztu czy wstąpieniem do klasztoru, każdy zaś wiódłby ży­cie swe w grzechu, i dopiero opuszczając ten świat, u samego kresu przystępowałby do chrztu czy spowie­dzi (lecz poprzez długotrwałe nawyknienie grzech sta­wałby się w człowieku drugą naturą, toteż pozostawał­by w najmniejszym choćby stopniu nienaprawionym) [Uzupełnione wg rękopisu greckiego - przypis redak­torów wydania 1991].

10. Kiedy opłakujesz grzechy swoje, nigdy nie dawaj posłuchu psu onemu, który powtarza ci, że Bóg jest miłosierny; bowiem czyni to z zamia­rem odstręczenia cię od żalu i lęku nieulękłego. Myśl zaś o miłosierdziu Bożym dopuszczaj zaś tylko wtedy, gdy spostrzeżesz, że zaczynasz się w otchłań rozpaczy pogrążać.

11. Kto pragnie nieustannie zachować w duszy swej pamiętanie o śmierci i sądzie Bożym, a jednocześnie oddaje się wszelkim frasunkom i po­głoskom przyziemnym, podobny jest temu, który pły­wać chcąc, dłońmi tylko o wodę pluska.

12. Żywe pamiętanie o śmierci oddala niewstrzemięźliwość w jedzeniu a gdy takowa z poko­rą już została powstrzymana, to wraz z nią usuwane zostają wszelkie inne.

13.Gdy w sercu nie ma bólu, umysł ślepnie, zaś obfitość potraw powoduje, że zasychają zdroje łez. Pragnienie i bezsenne czuwanie trzyma serce w ryzach, a kiedy serce jest uciśnione, to i łez zdroje wytryskają. To, co mówię, wydać się może okrucień­stwem tym, co przywykli dogadzać ciału, a leniwym - niemożliwością, lecz mąż gorliwy doświadczy tego w rzeczy samej. Kto zna to z doświadczenia, tylko ra­dować się będzie, zaś kto dopiero próbuje, tego i zgry­zoty nie ominą.

14. Podobnie temu, jak miłość doskonała, co stwierdzają święci ojcowie, nie podlega upadkowi, tak samo - i ja to twierdzę - doskonałe od­czuwanie śmierci wolne jest od lęku.

15. Mąż gorliwy ma wiele zadań: uczy się miłości do Boga w pamiętaniu o śmierci, w pamiętaniu o Bogu, o Królestwie Niebieskim o po­święceniu świętych męczenników, o wszechobecności Samego Boga - podług słów Psalmisty [Dawida]: Miałem Pana zawsze przed oczami swemi (Ps 15, 8), w pamiętaniu o świętych i o siłach wielkiej mądro­ści; w pamiętaniu o odchodzeniu duszy z tego świata, o karach, mękach i wiecznym potępieniu. Zaczęliśmy tu od spraw wielkich, kończymy zaś na takich, które powstrzymują od upadku.

16. Niegdyś pewien mnich z Egiptu powiedział mi rzecz taką: „Kiedy pamiętanie o śmier­ci umocniło się w moim sercu, któregoś razu - zda­rzyło się - pofolgować chciałem choć odrobinę memu grzesznemu ciału; jednak pamiętanie o śmierci, ni­czym sędzia jakowy, wzbroniło mi tego; A co jeszcze dziw większy: choć i próbowałem je od siebie oddalić, to nie byłem do tego już zdolny".

17. Inny zaś, który żył niedaleko od nas w mieście zwanym Thola, często, myśląc o śmier­ci, wpadał w szał i był jako ten, co zmysły postradał albo ten, co doznał ataku padaczki, podnoszony był z ziemi przez braci będących w pobliżu, w stanie na pół żywym.

18. Nie omieszkam też przekazać ci opowieści o Hezychiaszu, mnichu z góry Horeb. [II]. Wiódł on niegdyś życie lada jakie, i ani trochę nie troskał się o duszę swoją; aż wreszcie popadłszy w śmiertelną chorobę, czas jakowyś czynił już wraże­nie całkowicie nieżywego. Gdy doszedł do siebie, bła­gał nas wszystkich, byśmy natychmiast go pozostawili i pozostawili go, po czym zamknął drzwi swej celi i przeżył w niej lat dwanaście, do nikogo przez cały ten czas nie wyrzekłszy nawet najmniejszego słowa; i nie spożywał niczego oprócz chleba i wody. Siedząc zaś w owym zamknięciu, niczym przed obliczem Pańskim, w bojaźni przebywał i biadał nad tym, co ujrzał ongiś, wpadłszy w odrętwienie, lecz ani trochę trybu życia nie odmieniał, zaś stale był niczym nieobecny, i nie przestawał łez gorących wylewać. Kiedy już nadszedł jednak czas śmierci, wyważyliśmy drzwi i weszliśmy do jego celi; po wielu prośbach i błaganiach naszych usłyszeliśmy tylko te słowa: „Wybaczcie mi"; i jesz­cze: „Kto ćwiczył pamiętanie o śmierci, ten już nigdy zgrzeszyć nie może". Byliśmy zdumieni, widząc, jak człowiek ten, tyle lat żyjący jak ladaco, przeszedł nag­le tak cudowną przemianę i odnowę. Pochowaliśmy go w grobowcu niedaleko muru, a za czas jakowyś próbo­waliśmy znaleźć błogosławione szczątki jego, lecz to się nam nie udało. To Pan Bóg sam zaświadczył żarli­we i podziwu godne nawrócenie Izychiasza i upewnił nas, że przyjmuje również tych, którzy po długim ży­ciu w niedbałości o duszę zapragną poprawy.

19. Jako to otchłań niektórzy wyobrażają sobie jako nieskończoną i miejsce owo nazywa­ją bezdennym, tak też i rozmyślanie o śmierci rodzi czystość nieskalaną i nieskończoną pracę duchową. Potwierdza to przypadek błogosławionego owego ojca, o którym mówiliśmy teraz. Podobni mu ludzie nieustannie przechodzą od lęku do bojaźni, tak długo, aż w kościach siła utrzymująca ich przy życiu, sama całkowicie się nie wyczerpie.

20. To wiedzieć należy, iż pamiętanie o śmierci, tak jak wszelkie inne dobra, jest darem Bo­żym; zdarza się bowiem, że nawet stojąc nad grobami pozostajemy nieczuli i zimni; a innym razem, wcale nie mając takowego widoku przed sobą, wpadamy we wzruszenie.

21. Kto uśmiercił siebie dla wszystkiego, co z tego świata jest, ten prawdziwie pamięta o śmierci; zaś kto jeszcze ma jakiekolwiek przywiąza­nie, ten nie może swobodnie doskonalić się w rozmy­ślaniach o śmierci, sam sobie będąc zwodzicielem.

22. Nie pragnij słowami przekonywać wszystkich o twojej życzliwości dla nich, lecz ra­czej proś Boga, aby to On odsłonił im miłość twoją jakimś tajemnym sposobem; w przeciwnym razie nie starczy ci czasu na ujawnienie miłości do bliźnich i na wzruszenie.

23. Nie łudź się, nierozumny pokutniku, myśląc, iż możesz za jeden czas zadośćuczynić innym; bowiem nawet każdego dnia będzie za mało na spłacenie własnego długu przed Panem.

24. „Niemożliwością" ktoś to nazwał: „Rzeczą jest niemożliwą dla wszelkiego człeka, abyśmy jakiś dzień spędzili naprawdę pobożnie -o ile tylko nie jesteśmy przekonani, że jest to naszego życia dzień ostatni" wątpliwość uzdolniony, kto dnia każdego oczekuje śmierci; zaś ten jest świętym, kto życzy jej sobie w każdej godzinie. I doprawdy dziwne to, że nawet poganie podobnie powiadali; albowiem i oni uważali, że prawdziwa mądrość ma podstawę swą w rozmyślaniach o śmierci.

Szósty to szczebel: kto nań wstąpił, ten już na wieki grzeszyć nie będzie: „Pamiętaj na ostatnie rzeczy two­je, a na wieki nie zgrzeszysz" (Ekl 7, 40)

Drabina do nieba

SŁOWO SIÓDME Błogosławionego Ojca naszego Jana Przeora na Górze Synajskiej O płaczu, owocującym radością

1. Płacz za Bogiem jest skargą duszy, stanem bolącego serca, które rozpaczliwie wypatruje tego, czego pożąda, a nie znalazłszy, z wysiłkiem za nim podąża i gorzko szlocha, zwracając się ku niemu. Albo inaczej: płacz to złote żądło, które ukąszeniem swym zwleka z duszy wszelaką miłość ziemską i przywiąza­nie, i które wbił frasunek święty w swej kurateli nad sercem.

2. Rozrzewnienie jest nieustannym wyrzutem • sumienia, który studzi ogień serdeczny cichą spowiedzią przed Bogiem. Spowiedź jest zapomnie­niem swojej natury, jako to ów, co zapomniał pożywać chleba swojego (Ps 101, 5).

3. Skrucha jest to wyrzeczenie się bez żalu wszelakiej uciechy cielesnej.

4. Właściwością tych, którzy dopiero doskonalą się w błogosławionym płaczu, jest wstrzemięź­liwość i milczenie ust; tych zaś, co się udoskonalili - pokora i niechowanie urazy, tych wreszcie, co już są doskonali - mądrość pokory, pragnienie doznawania upokorzeń, dobrowolne pożądanie niedobrowolnych trosk, niepotępianie bliźnich, popełniających grzechy, miłosierdzie ponad siły. Godni uznania są ci pierwsi, godni pochwały są ci drudzy, atoli błogosławieni są owi pożądający trosk i pragnący doznawania upoko­rzeń, ci bowiem sytymi będą i od pokarmu, który nie syci.

5. Skoroś dostąpił łaski płaczu, za wszelką cenę zachowaj go, albowiem łacno utracony bywa, nim jeszcze został przyswojony, i niczym wosk, który topi się przy ogniu, tak i on łacno zanika pod działa­niem plotek, dogadzania potrzebom cielesnym i przy­jemności, osobliwie zaś od wielosłowia i upodobania do śmiechu.

6. Potoki łez po chrzcie to jeszcze więcej niż sam chrzest - choć słowa takowe wydać się mogą zgoła zuchwałymi. Albowiem chrzest oczyszcza nas od wszelkiego zła, które już było wcześniej, zaś łzy oczyszczają również z grzechów popełnionych już po otrzymaniu chrztu. Który to chrzest przyjąwszy w niemowlęctwie, wszyscyśmy zbrukali go, a łzami zaś ponownie czynimy go nieskazitelnym. I gdyby mi­łosierdzie Boże łzami nas nie obdarzyło, to zaprawdę niewielu by doznało zbawienia, o ile by się w ogóle takowi znaleźli.

7. Westchnienia nasze i jęki wołają do Pana; łzy, które płyną z bojaźni, orędują za nami; te zaś, co od najświętszej miłości - są dla nas objawieniem, że modlitwa nasza wysłuchana. [...]

11. Stojąc na modlitwie, drzyj, jak drży osądzony przestępca stojąc przed sędzią swym abyś samym wyglądem swym i wewnętrznym na­strojem ugasił gniew Sędzi Sprawiedliwego: nie może On bowiem wzgardzić duszą-wdową, co staje przed Nim w bólu i utrudzą Niestrudzonego.

12. Komu dane zostały łzy z samej duszy płynące, temu wszelkie miejsce dla płaczu jest dogodne; a kto jeno pozór zewnętrzny czyni, ten za­wsze będzie musiał wybierać odpowiednie miejsca i sytuacje. Podobnie jak skarb dobrze ukryty nie tyle jest od rabusia zagrożony, jak ów, co leży na jarmarku- to samo tyczy się spraw, o których tu mowa.

13. Nie naśladuj tych, co grzebią zmarłych, to ich opłakując, to znów upijając się z powodu ich śmierci; bądź raczej podobny więźniom w kamienioło­mach, nieustannie zbierającym razy od nadzorców.

14. Kto na zmianę płacze i opływa w rozkosze i rozbawia innych krotochwilami, ten za­miast kamieniem, ciska chlebem w psa pożądliwości; na pozór go odpędza, w rzeczy samej jednak przywa­bia go do siebie.

15. Frasuj się w duchu, bez słów, a zagłębiaj się w serce swoje; bowiem biesy tak lękają się frasunku, jak złodziej lęka się psów.

16. Nie na ucztę weselną, o przyjaciele moi, zaprawdę nie na ucztę nas wezwano; albowiem Ten, Który tu nas wezwał, zaprosił nas do opłakiwania samych siebie.

17. Niektórzy, płacząc, bezustannie zmuszają siebie do tego, by w owym zaiste błogosła­wionym czasie wyzbyć się wszelkich myśli; nie rozu­mieją, że łzy bez myśli właściwe są istotom pozbawio­nym daru mowy, nie zaś rozumnym. Łza jest płodem myśli, zaś ojcem myśli jest sens i rozum. [...]

23. Miłościwy i sprawiedliwy nasz Sędzia, jak we wszystkim, tak też, bez wątpienia, w pła­czu, sądzi wedle miary człowieczej natury: widziałem bowiem, jak niektórzy ronią małe kropelki łez, niczym krople krwi, inni zaś bez trudu wylewają łez całe poto­ki. Lecz ja o czyniących wysiłki sądziłem raczej wedle ich wysiłków, a nie wedle ich łez. Ufam, iż Bóg sądzi podobnie.

24. Tym, co w płaczu trwają, wygłaszać kazań nie przystoi; bowiem przez to ich łzy unice­stwiane są. Kaznodzieja podobny jest do zasiadające­go na profesorskiej katedrze, zaś płaczący - do tego, kto w zgrzebnej koszuli na gnoju przebywa. Z tej to właśnie przyczyny, jak mniemam, również Dawid, choć był nauczycielem i mężem wielkiej mądrości, odpowiadał pytającym: Jakoż mamy śpiewać pieśń Pańską w cudzej ziemi (Ps 136 [137], 4), to znaczy się - w stanie głębokiego poruszenia? [...]

34. Nie jest rzeczą dziwną rozpoczynać płacz swój łzami dobrymi, a kończyć niedoskona­łymi; ale godne jest pochwały, gdy od niedoskonałych, czyli naturalnych, łez przechodzi ktoś do płaczu du­chowego. Co się przez to rozumie, jasne jest dla tych, którzy skłonność mają do wynoszenia się ponad in­nych.

35. Nie wierz własnym swoim łzom, zanim nie , dostąpiłeś oczyszczenia od namiętności two­ich; to bowiem wino jeszcze niepewne, którym, choć prosto z tłoczni, dzban napełniono.

36. Nikt nie może przeczyć temu, że pożyteczne są wszystkie łzy nasze za Bogiem przelane; ale jaki to w samej rzeczy jest z nich pożytek, dowia­dujemy się dopiero w chwili naszego zgonu.

37. Kto w nieustannym trwa płaczu za Bogiem, ten nie przestaje codziennie świętować (du­chowo), kto zaś ciągle by świętował cieleśnie, tego czeka ogień wieczny. [...]

43. Widywałem ja nędzarzy i natrętnych braków, którzy w pięknych i wyszukanych słowach szybko skłaniały nawet serca monarchów do przychylności. I widywałem ubogich i skąpych w cno­tach, którzy nie wyszukanymi, lecz pokornymi, peł­nymi zmieszania i niedowierzania słowami, co płynę­ły z wyzbytego nadziei serca, bez wstydu i nieustająco wołali do Króla Niebios i jak gdyby wydzierali litość Temu, Którego natura żadnemu przymuszeniu nie podlega.

53. Płacz u wielu ludzi bywa zwiastunem błogosławionej beznamiętności, uprzątając i przy­strajając duszę i pokonując materię (tj. namiętności). [...]

56. Łzy nad odejściem z tego życia rodzą strach; a kiedy strach zrodzi nieustraszoność (tj. uf­ność), wówczas zajaśnieje radość; kiedy zaś dobiegnie końca radość nieskończona, zakwita kwiat świętej mi­łości.

70. Nie zostaniemy oskarżeni, o bracia, nie staniemy oskarżeni u kresu dni naszych za to, że nie dokonywaliśmy cudów, że nie wygłaszali­śmy kazań, że nie dostąpiliśmy wizji; ale bez wątpie­nia odpowiemy przed Bogiem za to, że nie płakaliśmy nieustannie nad grzechami swymi.

Stopień siódmy. Ten, komu będzie dane go osią­gnąć, niech i mnie pomoże; bowiem sam otrzymywał już pomoc, obmywając z siebie no owym siódmym szczeblu brudy tego świata [tego wieku].

Niniejszy tekst ukazał się w Lestwicy

Tłum. Jerzy Szokalski