19 sierpnia (wg starego stylu)
01.09.2017
Gdy, nie z naszego powodu, spotka nas nieoczekiwane nieszczęście, nie powinniśmy od razu narzekać, lecz raczej zobaczyć w tym Opatrzność Bożą, która przez to nieszczęście przygotowuje nam coś nowego i pożytecznego. Pewnego dnia, do błogosławionego Teofana, ihumena Monasteru Dochiariu, przyszła wiadomość, że Turcy pojmali syna jego siostry, zmusili go do przyjęcia islamu i zabrali do Konstantynopola. Teofan niezwłocznie udał się do Konstantynopola, z Bożą pomocą odnalazł swego siostrzeńca i potajemnie zabrał go z miasta do swego monasteru na Świętej Górze. Tutaj ponownie przyjął go do wiary chrześcijańskiej i uczynił mnichem. Lecz bracia, ze strachu przed Turkami, zaczęli narzekać na swego ihumena i jego siostrzeńca, ponieważ obawiali się, że Turcy o wszystkim się dowiedzą i przyjdą zniszczyć monaster. Nie wiedząc, co robić, św. Teofan zabrał swego siostrzeńca i razem potajemnie odeszli nie tylko z monasteru, ale także ze Świętej Góry, i udali się do Werii. Późniejsza działalność Teofana w Werii i w Nausie udowodniła, jak bardzo owe nieszczęście było pożyteczne dla Cerkwi. To, czego Teofan nigdy nie mógłby dokonać na Świętej Górze, uczynił w innych miejscach, do których uciekł od owego nieszczęścia. Mianowicie założył dwa nowe monastery, w których z czasem zbawiło się wielu mnichów, a niezliczone rzesze ludzi znalazły dla siebie pociechę. Dodatkowo jego święte relikwie stały się wśród chrześcijan źródłem uzdrowień, będąc jednocześnie umocnieniem wiary dla niewierzących i ludzi małej wiary. W ten sposób, poprzez nieoczekiwane nieszczęścia, które chwilowo wydają się ludziom ich ostateczną zagładą, Bóg mądrze prowadzi ludzkie losy.



do góry