27 sierpnia (wg starego stylu)
09.09.2017
Niczym ten, kto wdrapuje się po stromej górze, czołgając się rękami i nogami, żeby uczynić jeden krok do przodu, nie myśląc nawet, aby obrócić się za siebie, tacy byli wielcy prawosławni asceci w swej trudnej wspinaczce do Królestwa Bożego. Zaprawdę, zdumiewający jest ich trud i beznamiętność. Św. Pimen nie chciał zobaczyć swej matki, gdy ta przyszła go odwiedzić. Pewien książę chciał ujrzeć Pimena, ale ten mu odmówił. Wtedy książę wymyślił nikczemny sposób, aby zmusić starca do spotkania z nim, tzn. pojmał siostrzeńca Pimena, i powiedział jego siostrze, że wypuści go tylko wtedy, gdy Pimen przyjdzie z nim porozmawiać. Siostra poszła na pustynię i pukając do drzwi prosiła brata, aby wyszedł i uratował jej syna. Lecz Pimen nie wyszedł. Wtedy siostra zaczęła go łajać i przeklinać. Lecz Pimen nie wyszedł. Gdy książę się o tym dowiedział, rozkazał, aby napisać do Pimena list, mówiący, że jeśli on, Pimen, choćby na piśmie (skoro nie chciał ustnie) poprosi księcia, aby wypuścił jego siostrzeńca, książę to uczyni. Pimen odpowiedział: "Potężny książę, rozkaż, aby dobrze zbadać winę młodzieńca i jeśli wina jest tak wielka, że zasługuje na śmierć, każ go stracić, tak, aby przez tymczasową karę umknął męki w wieczności. Jeśli zaś jego wina nie zasługuje na karę śmierci, wymierz mu karę, jaką przewiduje prawo, a potem wypuść go." Przeczytawszy ten sprawiedliwy i bezstronny osąd, książę wielce się zdumiał, wypuścił młodzieńca, a jego szacunek dla Pimena się podwoił.



do góry