6 listopada (wg starego stylu)
19.11.2017
Jeśli Bóg dla pocieszenia ludzi może wydobyć wodę ze skały, może także zesłać na nich jako karę ogień z niebios. Los Sodomy i Gomory jest klasycznym przykładem kary Bożej na zatwardziałych grzeszników. To, że Bóg może tą karę powtórzyć w innym miejscu udowodnił w Konstantynopolu w 472 r., za czasów panowania cesarza Leona Wielkiego i patriarchy Genadiusza. W południe 6. listopada owego roku niebo nagle pociemniało od gęstych i czarnych obłoków, powodując także mrok na ziemi. Potem chmury stały się czerwone jakby zapalone ogniem, a następnie znów pociemniały. Zjawisko to trwało nad Konstantynopolem 40 dni. Przerażeni ludzie zwrócili się ku pokajaniu i modlitwie, i szli z cesarzem i patriarchą w procesji ulicami miasta, od cerkwi do cerkwi, z lamentem i płaczem wołając do Boga. Ostatniego dnia, od wieczora do północy z nieba niczym deszcz spadł gorący, czarny popiół, po czym wszystko to ustało. Następny dzień był czysty i pogodny, lecz na ziemi leżała gruba warstwa smolistego popiołu. Z wielkim trudem ludzie oczyścili swe domy i ulice z tego brudu, lecz wszystkie uprawy na polach bezpowrotnie przepadły. I każdy, kto miał rozum wiedział, że była to kara Boża, lecz delikatna, ponieważ lud szybko pokajał się przed Panem Bogiem. A gdyby nie było tego szybkiego pokajania ludu za ich wielkie i nagromadzone grzechy, kto wie, co tego dnia stałoby się z Konstantynopolem? Lecz uczynione w porę pokajanie i modlitwy Bogurodzicy oraz niezliczonych świętych i męczenników Konstantynopola wielce złagodziły karę.



do góry